Kiedy kredyt staje się pułapką…
Kredyty są dostępne niemalże dla każdego. Wystarczy pójść do banku, okazać dowód, czasami zaświadczenie o dochodach, i produkt bankowy jest już w naszych rękach. A mając pieniądze, możemy spełniać swoje marzenia: wczasy za granicą, mieszkanie, dom, samochód, telewizor plazmowy, kino domowe. Gdy środki z kredytu się kończą, ale niekoniecznie nasze potrzeby, znów pędzimy z dowodem do banku. To zwykle wystarcza, by otrzymać kolejną i jeszcze kolejną pożyczkę. Dodatkowo, jako, że jesteśmy dobrymi i – jeszcze (!) - wypłacalnymi klientami, bank oferuje nam kartę kredytową i kredyt odnawialny. To naprawdę wystarczy, by wpaść w spiralę zadłużenia i żyć a kredyt!
Statystki wskazują, że zadłużenie Polaków w bankach stale wzrasta. W III kwartale 2010 roku wartość kredytów konsumpcyjnych przekroczyła 135 mld zł. Natomiast z tytułu kredytów hipotecznych byliśmy winni bankom około 218 mld zł. Niestety dane te nie odstraszają nikogo, bo popularność kredytów stale rośnie. W ciągu kilku ostatnich miesięcy zadłużenie Polaków wyniosło ok. 25 mld zł. Wraz z kwotami zadłużenia wzrasta również liczba osób mających kłopoty z regulowaniem należności w terminie. Statystyczny polski dłużnik ma 30-39 lat, a jego dług bankowy wynosi średnio 12 619 zł.
Ja wynika ze statystyk, rodacy zadłużają się w bankach „na potęgę”, nie licząc się zupełnie z konsekwencjami. Liczą, że pracować będą wiecznie, a wysokie dochody co miesiąc będą trafiać na konto. Kiedy nie kontrolujemy wydatków i związanych z nimi coraz to nowych zobowiązań, wpaść w „dołek finansowy” nie jest trudno. Wiele się słyszy o osobach, które mają na swoim koncie kilkanaście kredytów. Nie mają trudności z ich spłatą do czasu, gdy… nie stracą pracy, zachorują czy zdarzy się inny wypadek losowy. Wówczas zaciągają kolejne kredyty na spłatę istniejących już zobowiązań. W taki sposób wpadają w spiralę zadłużenia, z której bardzo trudno wyjść obronną ręką. Z czasem zadłużają się też u rodziny oraz przyjaciół, a gdy i te środki się skończą, nierzadko korzystają z ofert nieuczciwych lichwiarzy, którzy wykorzystują trudne położenie dłużników bankowych. Oprocentowanie takich kredytów sięga niebotycznych kwot, co dla kredytobiorców staje się sytuacją bez wyjścia.
Jeżeli więc nie chcemy paść ofiarą spirali zadłużenia, warto z rozsądkiem podchodzić do zaciągania kredytów. Choć w wielu przypadkach są one niezbędne, i bez nich można się obejść. Tymczasem zadłużamy się. Tak naprawdę można byłoby oszczędzać kilka miesięcy i kupić coś „z własnej kieszeni”. Takie rozwiązanie jest znacznie tańsze.
Jeżeli jednak za późno na przestrogi, bo „na karku wisi” kilka kredytów, ze spłatą których zaczynają się kłopoty, trzeba jak najszybciej zwrócić się o pomoc do banków. Gdy raty zaczynają nas przerastać, warto rozpocząć negocjacje. Zadłużony kredytobiorca może liczyć na wydłużenie okresu kredytowania oraz zmniejszenie wysokości miesięcznych rat. W wielu przypadkach możliwy będzie również „urlop od kredytu”. Tak naprawdę rozwiązań jest tym więcej, im szybciej zgłosimy się do banku. Czasami dość korzystnym wyjściem ze spirali zadłużenia jest kredyt konsolidacyjny – zabezpieczony hipoteką będzie cechował się znacznie niższym oprocentowaniem aniżeli kredyty konsumpcyjne. Jeśli jednak nie poczynimy żadnych kroków, by wyjść ze kredytowej pułapki, prędzej czy później trzeba będzie stawić czoła komornikowi, który na pewno zapuka do naszych drzwi.